sobota, 26 grudnia 2020

Depresyjna impresja

 Lulajże Jezuniu, moja Udręko,

Lulaj ulubiona ma wieczna Męko.

Lulajże Jezuniu, lulaj, że lulaj

A ty go matulu w płaczu weź nie zaduszaj.



Strasznie smutna ta impresja,

Jak poporodowa jest depresja.


Nie ma z tego co żartować,

Nie ma też co tu mędrkować.


Pomoc czeka na każdego,

Ratuj siebie i małego.


Temat: Sekta stalowej pani salowej.

Termin: 9.01.2021

sobota, 19 grudnia 2020

To mu się uPiekło!

 

Potok zabrał mnie na drugi brzeg, a tam nic jeszcze nie było: ani ognia, ani wody, radości ani cierpienia. Nic, tylko pusta przestrzeń. Ptaki nie śpiewały, liście nie szumiały, psy radośnie nie szczekały na widok znajomego przechodnia, koty szwędacze nie szukały dziury w całym. Wokół panowała czysta pustka. Tylko magiczna mgiełka rozrzucała swój czarodziejski pył tu i ówdzie.

Wydawać by się mogło, że  nic już z tego nie będzie, tymczasowym pod wpływem lekkiego proszku, zaczęły się pojawiać na gołej ziemi nagie, powyginane drzewa. Z tych nagich drzew kwiliły bladoróżowe pisklaki, rozsiewając dookoła tylko ferment.

Nim zdałam sobie sprawę z tego, co się dzieje, ziemię zaczęła pokrywać zeschła trawa, tak, jakby od razu rodziła się martwa, zaś na powykręcanych niczym z bólu konarach pojawiały się dziwnie nienaturalnie szare liście. Nowe krzewy zaczynały rosnąć całkowicie ogołocone odziane jedynie w ciernie, a z nieba zza szarych chmur szyderczo śmiało się z nas wyblakłe słońce.

Całe szczęście przyszedł pożar, który nadal koloru temu smutnemu światu. Tuż obok mnie rozbłysło ognisko na wyschniętym krzaku, który zaiskrzył niczym gorejący krzew do Mojżesza. Nawet przez chwilę wydawało mi się, że to mówi do mnie. Tymczasem on nie zwracał się do mnie, lecz do niewielkiego klecha Arbertusa, przebranego za wynędzniałego rycerza.

- Albertusie! – rzekł krzew – Wróć do swego plebana i oznajmij mu, że dawna ziemia i dawne niebo już przeminęły!

- Tak, Panie! - wymamrotał wylękniony ksiądz.

- Albertusie! – powtórzył głos. – Pójdź do ludzi, by utworzyli Boże zastępy w kościołach i nie martwili się już o jutro!

- Tak jest, Panie! – potwierdził pseudorycerz.

- Albertusie! – krzak zwrócił się do mężczyzny po raz trzeci – Idź i nie grzesz już więcej, a za całą twą wyprawę plebańską niech ci Pan Bóg wynagrodzi.

- Ma się robić! – tym razem wykrzyczał rozochocony młodzieniec, po czym czym prędzej siadł na koń i ruszył w drogę powrotną. Spod leniwych kopyt jego klaczy nawet kurz się nie uniósł. Pojawiły się natomiast srogie iskry sypiące się spod kopyt, pochłaniając ogniem cały las. Rozgorączkowany rycerz sięgnął po upieczoną we własnym gnieździe niedorosłą jeszcze kuropatwę i zjadł syty obiad, a następnie odjechał we własną stronę.

Próbowałam iść za nim, lecz tuż za zakrętem pojawiły się powojenne wrota, zza których roztaczał się obraz elizejskich pól. Przeszłam więc bramy, zostawiając za sobą obraz nędzy i pożogi.

Jedynie co byłam w stanie powiedzieć, gdy znalazłam się na zielonych łąkach położonych niczym nad błękitnym Niemnem:

- To mu się uPiekło.

sobota, 12 grudnia 2020

Daj piątaka na zwierzaka

 Daj piątaka na zwierzaka!

Ale zaraz będzie draka...

Bo o zwierzu,

Na talerzu,

Dzisiaj opowiastka taka.



Stoję sobie w restauracji,

Jak to zwykle, pełna gracji,

Dwóch zaczepia,

Wlepia ślepia,

Bo nie jedli dziś kolacji.


Dwaj panowie są bezdomni,

Ale jacy oni skromni,

Dług oddadzą,

Co zgromadzą,

Mózg ich o mnie nie zapomni.


Dwaj panowie mnie ujęli,

Oszczędności diabli wzięli,

Jeść dostali,

Dziękowali,

I już wszyscy są weseli.



Następny temat: Depresyjna impresja.

Termin: 26.12.20

niedziela, 6 grudnia 2020

Co się mieści w głowie kleszcza

 Abrakadabra, czary mary,

Przyleciały dwa komary.

Hokus pokus pełen pokus

Na komary będzie fokus.


ARGIEL+A TRIEL+AP A T A T

Zaraz komarów będzie napad.

Ene mene, tinki łinki,

Z domu odpadają tynki,


Bo komarów chmara cała 

Dobrała się do homara

I szykuje się na leszcza,

Chcąc wypędzić stamtąd kleszcza.


Lecz ten dzielić się nie może!

Biedny ach mój kleszcz, nieboże!

Spojrzeć nie spojrzy na leszcza.

Co się mieści w głowie kleszcza?


Nowy temat: To mu się uPiekło!

Termin: 19.12.2020


sobota, 28 listopada 2020

Po smaku w Macku

 Po smaku w Macku zostały tylko wspomnienia,

Tych pięknych chwil podczas jedzenia...

Krzyk dzieciaków, o zabawkę proszących;

Zapach bezdomnych, o dwa złote żebrzących...

Obraz konsumpcji w najczystszym wydaniu.

Dotyk blatu, tuż po Coli wylaniu...


Po smaku w Macku zostały tylko wspomnienia,

Nie zamówisz sobie pod drzwi jedzenia,

Boś ze wsi zabitej dechami,

Gdzie nawet psy szczekają d...

I zostaje tylko czekać na zlitowanie,

Dalsze gospodarki odmrażanie...


Panie Premierze, otwórz chociaż meblowy!

Ikea pocieszy może swym hot dogiem bestsellerowym...



Następny temat: Daj piątaka na zwierzaka!

Termin: 12.12.2020

sobota, 21 listopada 2020

Wolne nie pozwalam

Wolne nie pozwalam

 
Przyszła do nas wielka fala.
Zapełniona cała sala.
Zrobiła się wielka wrzawa
Pełna strona lewa, prawa.

Ministrowie, erudyci
Przyjechali do stolicy,
Aby tworzyć nowe prawa,
Lecz ktoś krzyczy: „Nie pozwalam!”

Wnet senator głos zabiera
Milknie sala i opera.
Mówi: „Wolne nie pozwalam
Jest jak żółwi cała chmara,
Więc nowe nadaję prawa
- od dziś szybkie nie pozwalam!”

sobota, 14 listopada 2020

Five O'Clock

 

Gdy godzina ta wybija,

Czarnowidztwo całe mija.

I zaparzasz wnet herbatki,

Obok leżą czekoladki.

I relaksu nastał moment,

Zniknął już ten cały torment.

Po twój napar sięga ręka

i już znowu jest udręka,

bo ta nieuważna łapa,

niczym ta największa gapa.

Wrzątek cały wasz rozlała,

ból straszliwy ci zadała.

Z ust wylazło przekleństw sto,

Tak się kończy five o’clock.




Nowy temat: Po smaku w Macku

Termin: 28.11.2020

niedziela, 8 listopada 2020

Nas zdalne nie dotyczy

 Nas zdalne nie dotyczy


Gdy Cię nie widzę, Nie wzdycham, nie płaczę. Nie tracę zmysłów, kiedy Cię zobaczę. Jednak gdy długo Ciebie nie oglądam, Czegoś mi brakuje i coś wiedzieć żądam. I tęskniąc, sobie zadaję pytanie: "Czy to jest szkoda, zdalne nauczanie?" W jaskrawych barwach jawisz się kolego, Zza pleców Mama Ci drożdżówkę piecze. Ktoś do mnie macha z mego komputera. I głosy słyszę. Czy tak jest na świecie? Ktokolwiek widział, kto wie, niech mi powie, Co się zdarzyło tamtego poranka? Raz nie moc dotknąć Cię ni trochę, By później ściągnąć moc niczym kochanka. I w kuchni siedząc, zadaję pytanie: "Kto to wymyślił - zdalne naocznie?". Widzę wieczorem opuchnięte oczy, Które spojrzeć, ale już nie mogą. Z niesmakiem spojrzysz na drugie śniadanie, Lecz nawet siły nie masz tupnąć nogą. Tam niedaleko były ławki, klasy. Głupi koledzy, jeszcze głupcze panie, I chociaż wiedza dziwnie Cię nie mrozy, Też wciąż powtarzasz to samo panie: "Do diaska, po co zdalne nauczanie?". I gdy ostatkiem sił sięgasz po myszkę, By jeszcze chwilę uczestniczyć w lekcjach, Twój brat przytaszczy przyciężkawy plecak I tak się z Tobą po bratersku droczy: "Codziennie sobie zdajesz pytanie, Po co Ci było zdalne nauczanie. I choć pandemia na świecie się toczy, To mnie ta zdalna praca nie dotyczy".





sobota, 31 października 2020

Ocalałam

 

Mam lat dwadzieścia i parę

ocalałam

prowadzona na test.


Człowieka czipuje się jak zwierzę

widziałam:

prototypy szczepionek,

które nie zostaną zaaprobowane.


Jednako waży bliski kontakt i kwarantanna

widziałam:

człowieka, który był jeden

zakażony i zdrowy.


Szukam lekarza i uzdrowiciela

niech przywróci smak i węch

niech jeszcze raz określi kaszel

niech zbije gorączkę na stałe.


Mam lat dwadzieścia i parę

ocalałam

prowadzona na test.

niedziela, 25 października 2020

Krzaki w kolorze blond

To były krzaki w kolorze blond, 
Przyszły niedaleko stąd. 
Podały to, co chciały dać, 
A potem znów poszły spać. 
Codziennie krzaki w kolorze blond, 
Czują spalenizny swąd, 
Bo utleniaczem zdobią się, 
Lecz czy to upiększy je? 

 W parku przy cmentarzu patrzą cały dzień, 
 Czy przypadkiem martwy nie zachwyci się. 
Lecz martwych nie ma wciąż, 
 Więc nasze krzaki blond 
Martwią się czy ktoś pokocha je. 

 To były krzaki w kolorze blond, 
Czują spalenizny swąd. 
 Niebieski proszek w liściach ich 
Sprawia, że kolor zabiera dech. 
 Niezwykłe krzaki w kolorze blond 
Nadal nie chcą odejść stąd. 
 Czekają aż nadejdzie ktoś, 
 Kto przyjmie ich złoty blond. 

 Ale ta historia ma też happy end, 
Bo te blondo-krzaki okazało się,
Niezwykle palą się, 
 Więc w piecu śmieją się. 
 Ze zmarłymi ogrzewają się. 

 Tak oto krzaki w kolorze blond,
Znają swój prawdziwy swąd. 
 I mogą ciepło swoje dać, 
 Ktokolwiek je zechce brać. 
 Więc martwy z krzakiem w kolorze blond 
 Ujdzie z dymem daleko stąd. 
 Po obu pozostanie coś, 
 Garść proszku w kolorze blond.

Nowy temat: nas zdalne nie dotyczy
termin: 7.11.2020