Tańczą dziś trole na stole,
Bo się gdzieś podziało pole.
I tak trapią
Się i drapią
Czemu nagle jest w stodole?
Żarty skrywane w tekście. Czasem ukryte, czasem jawne. Nieposkromiony czarny humor w tle. Na blue monday, czarny czwartek, piątek trzynastego i każdy inny dzień tygodnia.
Tańczą dziś trole na stole,
Bo się gdzieś podziało pole.
I tak trapią
Się i drapią
Czemu nagle jest w stodole?
Panie i panowie, zapraszam na wydarzenie!
Dziś w wyścigu bierze udział jedzenie.
Kapusta kiszona v. ogórki kwaszone,
(Od sponsora) W sklepiku dostępne orzeszki prażone,
Tymczasem na starcie ustawiają się kiszonki,
Ochrona! Niech ktoś usunie z trybun solonki!
Trzy, dwa, jeden i…
Ruszają!
Co za kształty, dech zapierają!
Łeb w łeb słoiki się toczą,
Przed nimi przeszkoda – czy wnet uszkoczą?
Ach, bezbłędnie! Nie potłukły się pojazdy!
(Reklama) Po tanie frytki zapraszamy do Asdy.
I już wchodzą w ostatni zakręt,
Czy na torze pojawił się jakiś natręt?…
Zostało im kilka metrów do mety,
Kto będzie zwycięzcą tej fety?
Tak! Tak! Wygrywa…
Przepraszamy za problemy techniczne,
Zapraszamy na powtórkę programu Stragany uliczne.
Jestem grzybem i cierpię katusze,
Odmawiam modlitwy za nikczemne dusze.
Rano, wieczór, we dnie, w nocy,
Lecz nie jestem ku pomocy.
Spod ostrza kosy uciekłem,
Wówczas tak do siebie rzekłem:
Jestem jakoś ocalały,
Jednonogi, ale cały.
Jednak jakoś dziwnie dyszę,
Zwłaszcza gdy modlitwy słyszę,
Kiedy ktoś z zaświatów woła,
Że od września znowu szkoła
(A nie mogłaby wybuchnąć?).
Cierpię z nim, bo jak tu nie żyć.
- Ktoś miał żyć, nie z drzewem zderzyć -
I choć straszne takie rzeczy,
Nie tylko to mam na pieczy.
Słuchać próśb już nie potrafię.
Tylko się tym ciągle trapię,
Lecz mnie nie stać na terapię,
Więc się tylko w daszek drapię.
W kapeluszu rośnie dziura,
A przede mną czarna dziura,
Do której mnie ciągnie chmura,
Która także ledwo hula.
Po co chmury, kapelusze,
Modlitwy, śpiewy za dusze,
Lecz tak już w mym życiu muszę,
By znosić wszelkie katusze.
Gdy nas nie widzą, nie wzdychają, płaczą,
Nie tracą zmysłów, kiedy nas zobaczą,
Nie opowiadają poważnie ni żartem
Jacy to mężowie z jakim ducha hartem.
Za to z utęsknieniem zadają pytanie-
Czy to jest kolacja, czyli też śniadanie?
Jużci też mówili, że bez sposobności
Nie marnują życia na zbędne przykrości.
Nie spędzają czasu przy garach, bo szpecą.
- Gotujących mężczyzn poszukaj ze świecą. -
Możesz jednak zadać sobie to pytanie:
Czy tylko na obiad, czy też na śniadanie?
Oni te odpowiedź bardzo dobrze znają,
Gotujące dziewczę tak bardzo kochają.
I się już nie liczy: obiad czy śniadanie,
Bowiem najważniejsze jest samo podanie.
A gdy nie gotujesz, nawet zapraszają,
Ale ty masz płacić, bo oni nie mają.
Czarny jak smoła Adam koleżka
W przydrożnym lesie w Afryce mieszka.
Budzi się co dzień ze wschodem słońca,
Bo w nos go szczypie mucha bez końca.
Już chce ją strącić, ona nieboga,
Ucieka; cóż to? Jest nowa droga.
Znowu go kąsa, znów denerwuje,
Mu zaś się leją z ust jego ... szuje.
I gdy się tylko z muchą rozprawi,
To coś innego chyba go trawi.
Wówczas się łapie pracy jak może,
Lecz ciągle żyje w brudnej oborze.
Choć piana cieknie z kącików ust,
Żaden nie przyjdzie na pomoc... chrust.
Tak spędzi Adam swój cały dzionek,
Wśród krokodyli, wód i plecionek.
A kiedy przyjdzie wieczoru mgła,
On swój kubeczek czyści do dna.
Hindus, Arab, Sycylijczyk,
Hiszpan, Francuz i Brytyjczyk,
Jednym słowem - Pantarejczyk!* –
Czyli mały nasz Maryjczyk.
*Pantarejczyk - osoba wyznająca zasadę panta rhei
Pewien Rododendron stary,
Chciał powiększyć swe wymiary,
Poszedł do chirurga,
Co za dramaturgia,
Słońce paliło nieziemsko. Pijok nie był na to zdecydowanie przygotowany.
Chwiał się z nogi na nogę niczym Pan Cogito, dopijając resztki trunku ze schowanego
za pazuchą flakonu. Wtem przed jego oczami pojawiła się piękna kobieta, niosąca
zgrzewkę wody. „Jaka piękna fatamorgana” pomyślał.
- Przepraszam – zwróciła się doń kobieta – przepraszam, pomożesz
mi? Woda bardzo mi ciąży, a do domu mam jeszcze kawałek.
Pijok wytrzeszczył oczy ze zdumienia. Czy to było do niego? Obejrzał
się dookoła, ale nikogo nie było w pobliżu, oprócz ich dwojga.
- Ja? – spytał niepewnie.
- Ty księże. – odpowiedziała kobieta.
- Yyyyy... ja... Ja pomogę. – powiedział, po czym wziął od nieznajomej
wodę.
Przeszli kilka kroków, po których wielmożny Ojciec się zatrzymał,
po czym się odezwał:
- Przepraszam, czy mogę się napić? Odkąd tu jestem, jeszcze nie
miałem nic w ustach.
- Owszem. – odpowiedziała kobieta.
Mężczyzna wyciągnął więc jedną butelkę i pociągnął z niej duży
łyk. Za chwilę drugi, po następnych paru krokach następny. Nim się obejrzał, z sześciu
butelek zostały trzy. Całe szczęście byli już u drzwi domu kobiety. Już chciał przekazać
jej pół pustą zgrzewkę, gdy ona zniknęła. Rozpłynęła się jak poranna mgła. Oszołomiony
Pijok został z na nowo napełnioną zgrzewką u drzwi zapomnianej przez czas kamienicy.
Jakim dżentelmenem okazał się wobec niej, owej nieznanej Samarytanki.